Dawno mnie nie było, ale już wracam i mam nadzieję, że na dobre, bo przecież mam Wam wiele do opowiedzenia.
Luty może i jest najkrótszym miesiącem w roku i być może dla wielu z Was najbardziej intensywnym. Mnie on przelał się między placami. Spotkało mnie wiele rozczarowań i... w zasadzie prawie przestałam pisać i myśleć o Steemit, co uważam za olbrzymi błąd! Dlatego wracam!
Myślę, że moje lutowe przygnębienie miało olbrzymi wpływ na moje pisanie. Nie czułam się najlepiej i z trudem przyznaję, że moje samopoczucie wciąż jest w lekkim rozkruszeniu. W dużej mierze sama rozgrzebując jakieś tam sprawy podważam moją samoocenę i tak wpadam w kolejne dołki.
Gdybym miała podsumować ten miesiąc to właśnie idealnym słowem, które opisywałoby go byłoby słowo PORAŻKA. Tak właśnie odnajdywałam Luty. W pracy ograniczyli nam parking zabierając główną bramę wjazdową. Spotkałam więc mnóstwo różnych przeszkód i wkurzonych ludzi. Organizowałam walentynki w pracy. W wolnym czasie biegałam po dekoracje, zamawiałam i raz jeszcze organizowałam łącznie z rozwieszaniem girland i robieniem liścików. No i? W podziękowaniu dostałam 2 słowa pochwały i 30 narzekań łącznie z poleceniem chwycenia się za rozpuszczalnik i sprzątania po naklejkach. Pominę milczeniem jaką gorycz po tym wszystkim mam w sercu, szczególnie, że właśnie próbuję znaleźć odrobinę czasu by kupić czekoladki na dzień kobiet.
Była też jeszcze jedna sprawa związana z pracą, która doprowadziła mnie prawie do łez. Okazało się, że kobieta, która z Centrali ma nadzorować pracę działów Guest Experience (czyli tego, którym chcę pracować w nowym hotelu) chce zorganizować spotkanie dla osób zajmujących się tym w moim sektorze. Yey! Ucieszyłam się niebywale, wypisałam pytania, które mnie nurtowały i mogły być ważne dla hotelu i zatarłam rączki w czekaniu na datę i miejsce spotkania. Przekładano ją raz, drugi i trzeci aż doszło, że z dnia na dzień zmienili datę na tę, która mnie nie pasowała. Nie wiedziałam co robić, bo to przecież wielka szansa by się pokazać, zabłysnąć, a wśród moich pytań było to, które dotyczyło utworzenia MOJEGO stanowiska. Byłam zła i rozważałam rzeczy, które ocierały się o bardzo złe skutki. Spotkanie miało być 1.03 o 10:00... wieczorem 28.02 ok. 20 dostałam SMSa, że spotkanie odwołane. Ucieszyłam się niesamowicie! Kiedy się odbędzie? Niewiadomo, ale mam nadzieję, że wtedy łatwiej będzie mi poruszyć góry i być na nim.
Czemu nie mogłam zmienić planów by być na tym ważnym spotkaniu? Otóż w tę najbliższą środę będę mieć egzamin z prawa jazdy. Sama nie wiem czy to sukces czy porażka, ale... sytuacja też zabawnie wyglądała. Poszłam wyciągnąć z przepastnych archiwów mój numer kandydata na kierowcę. Okazało się, że otrzymałam go prawie od ręki i... postanowiłam pouczyć się trochę do teorii. Co z tego, że zdałam ją 4 lata wcześniej? Nie byłam pewna czy przepisy dotyczące bezterminowego egzaminu z teorii będą mnie obowiązywać, a więc gdy opanowałam materiał poszłam do ośrodka, gdzie pani spytała mnie grzecznie kiedy chcę zdawać... PRAKTYKĘ! Przerażona wybrałam termin "za 2 tygodnie" i na gwał poszłam znaleźć jazdy doszkalające. Udało się! Cudem wcisnęłam 10 godzin jazd i właśnie 1.03 między 11 a 13 odbywałam moje drugie spotkanie z instruktorem. Nie chciałam z niego rezygnować bo bardzo dobrze wiedziała, że wiele muszę opanować. Ucieszyłam się więc, że nie musiałam niczego odwoływać i nie kładłam na jednej szali wiecznie odkładanego spotkania, a na drugiej egzaminu na prawo jazdy.
I tak uważam, że jeśli w środę będę skakać z radości to będzie cud i nic więcej, ale... liczę na niego z całego serca!
Były też momenty gorsze związane z moim dzieckiem, ale że wciąż nie są jednoznacznie rozwiązane...
Dużym sukcesem za to było to, że udało się nieco kasy odłożyć w tym miesiącu a i na dodatek zarezerwowałam miejsce na wakacje w Karpaczu! Bardzo się cieszę na rodzinny tydzień w Karkonoszach u stóp Śnieżki. Mam nadzieję, że uda się zejść moje ukochane szlaki i tylko chyba to trzyma mnie przy życiu po tym koszmarnym Lutym.
Byle do urlopu! Byle do cieplejszych dni!