Mojej kobiety dobrej koleżanki mama chorowała na covid i lekarz przepisał amantadyne i wyzdrowiała. Żyję i ma się dobrze. Dwie dawki "Śmiercionki" nie uratowały nawet Krzysztofa Krawczyka ale jest wiele innych powodów dla których ludziom powinna zapalić się lampka ostrzegawcza a mimo wszystko jedyne co im się objawia to tzw. Syndrom Sztokholmski. Cieszę się że są tacy ludzie którzy chcą jeszcze pomagać innym ale jeśli mamy nadzwyczajną sytuację w której liczy się czas i walka o życie człowieka jak to nam przedstawiano w "mass mediach" to liczyłbym, że zamiast słuchać "lobbystów farmaceutycznych" szukających w pośpiechu zarobku na zaistniałej sytuacji to można było posłuchać lekarzy, którzy mieli bezpośredni kontakt z zarażonymi pacjentami zwłaszcza gdy mówili na temat zaskakującej poprawy stanu zdrowia podczas przebiegu leczenia ciężkich przypadków dobrze znanymi nam już lekami i zamiast iść śladem aby rzeczywiście opanować sytuację to zakazuje się im mówić oraz stosować tych leków, bądź wyrzuca się ich z pracy. Czy to jest normalne?
Ale opinie o inwermektynie i amantadynie też są "na kolanie" bo też zrobiono je na zasadzie "pomaga osobom które teraz są chore na covid"
Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Dlaczego? Dlatego, że nie są to opinie na kolanie tylko udokumentowane przypadki leczenia co jest oczywiście do sprawdzenia.
Tak naprawdę to właśnie nie wiemy co w dłuższej perspektywie będzie działo się z ludźmi, którzy przyjęli szczepionkę na biegu.
Już wiemy o tym, że nawet po dwóch dawkach wcale nie są bezpieczni jak to nam hucznie wmawiano i umierają na covid. A wirus jak wirus, już z nami zostanie. Już pomijam fakty w postaci tego o czym mówili sami pracownicy tych koncernów nagrani ukrytą kamerą, poddający wątpliwość preparatów nad którymi sami zresztą pracowali.
RE: Szczepionka Valneva dopuszczona - mniej kontrowersyjnej chyba długo nie będzie.