Dla mnie tegoroczne wakacje to jakiś koszmar. Po za domem latem nie byłem już dawno, nie licząc wyjazdów u Rutkowskiego, to jakieś 5-6 lat. W tym roku żona namówiła mnie na wyjazd nad morze. Pojechaliśmy na tydzień do Jastarni. Nie była to moja wymarzona miejscowość na odpoczynek, wolałbym pojechać nad jeziora na Kaszuby lub w góry. Ale żona wybrała morze.
Po za moim udarem mózgu, który mocno mi dokucza i nie pozwala na wiele swobody, mogło by być fajnie. Ostrzegałem moją żonę że nie mogę przebywać dużo na słońcu i że raczej będę człowiekiem cienia, czyli częstym bywalcem lokali.
Pierwszego dnia postanowiłem pójść ze wszystkimi na plażę. Było wcześnie i chłodno, w sam raz dla mnie. Na plaży było już kilka osób, więc zajęliśmy miejsce koło wejścia dla inwalidów i rozkoszowaliśmy się widokiem i szumem morza.
Trochę mnie zdziwiła jedna niewiasta która siedziała na leżaku nad samym morzem i sączyła wino z dość dużego kieliszka. Przecież była dopiero 8 rano. No cóż wakacje odpoczynek kto jej zabroni.
Pomału na plażę zaczęli schodzić się ludziska, nie było by nic w tym dziwnego gdyby nie KOLOROWE PARAWANY i to jakie nie jakieś maleństwa otaczające kocyk tylko jak małe ogródki działkowe 4m x 4m i oczywiście rozłożone jak najbliżej morza.
Zbliżała się 9 rano a nasz widok morza kurczył się z każdą chwilą. Przed 10 widzieliśmy tylko kolory tęczy i niewiastę sączącą kolejny kieliszek wina. Muszę przyznać iż zaintrygowała mnie ta kobieta. Zacząłem się jej przyglądać, moim zdaniem powinna być już lekko wstawiona.
Około 11 kobieta wstała i nerwowo rozglądała się po plaży często patrząc w stronę wejścia. Zacząłem żartować że skończyło się jej paliwo i czeka na dostawę. Widać że kobieta ma już lekko w czubie, ale nie to mnie zdziwiło, po upływie może 20-30 minut pojawił się facet który doniósł jej bukłaczek wina a pusty zabrał. No nie mogłem w to uwierzyć, niewiasta nie dość że miała spust to jeszcze nadwornego giermka.
Około 12 zmyliśmy się z plaży, słońce dało za mocno popalić. I tak przez następnych parę dni widzieliśmy morze, potem kolorowy świat i plaże. Moje samopoczucie było coraz gorsze, wszystko mnie wkurzało, zapijałem się wodą, zastanawiałem się co się ze mną dzieje. Czy to choroba miała na to wpływ czy po prostu to zmiana klimatu.
Podczas pobytu zwiedziliśmy Jastarnię i Hel było by fajnie gdyby nie ja. Dla rodziny stałem się zgorzkniałym facetem który sam nie wie czego chce. Sam nie mogłem zrozumieć co się ze mną dzieje. Po plaży nie mogłem chodzić bo niestabilne podłoże powodowało że cały czas przewracałem się i zataczałem, wyglądałem jakbym był nieźle pijany, to samo w samym morzu i do tego jeszcze to piekące słońce. W drugiej połowie tygodnia siedziałem do 15 w domku, musiałem dać rodzinie odpocząć od moich narzekań.
Po południu chodziliśmy na spacery a to na molo a to do portu lub tak poprostu pochodzić. Zbliżał się termin powrotu i dobrze bo było coraz gorzej nawet wkurzały mnie już własne dzieci i żona.
Po powrocie postanowiłem iść do lekarza, przed wyjazdem do domu pojawiły się silne zawroty głowy, zmęczenie no i te nerwy. Po zleconych badaniach dopiero się okazało co było przyczyną mojej apatyczności i tych zawrotów głowy. CUKRZYCA. Oczywiście jakbym miał mało chorób, to czemu jeszcze nie cukrzyca. Ech co za życie. Nie dość że odmawiałem sobie wiele nad morzem (schudłem prawie 5 kg) to jeszcze przywiozłem nową chorobę. Teraz moje życie zmieni się jeszcze na zdrowsze ;).
W każdym razie były to najgorsze wakacje w moim życiu pod względem wypoczynku i zdrowia.