Wysłałem Laurę do kilkudziesięciu wydawnictw, potem opublikowałem na WatPad (mogę Ci dać linka jak chcesz, ale ostrzegam że jest dużo seksu, za którym nie przepadasz. Tl;dr - historia takiej typowej "Julki", która zarabia tyłkiem jako studentka, starałem się pokazać pełne spektrum tego zawodu i zasłyszane historie). Potem przez 1.5 roku pisałem Endostellę, którą też odrzucali. To była wersja przed wprowadzeniem ostatecznych poprawek w drafcie dla Pawła, a potem jeszcze była poprawka uwzględniająca jego uwagi. A potem kolejna wersja po tym, jak Ania "Pastelowe Słówka" redaktorka powiedziala, czego brakuje, jakie są moje największe braki etc.
Dopiero po rozmowie z Anią (bardzo solidna profesjonalistka) zrozumiałem główne zarzuty Karola i Pawła. Nie potrafili do mnie dotrzeć, a panny mają tą cechę, że jak chcą coś przekazać i są ogarnięte, to są w tym lepsze od prawie wszystkich chłopów. Są precyzyjniejsze, nie mówią zbędnych słów, dotykają esencji problemu. No i jak pisałem w poście, który czytałeś - Stanowski mówił, że lepiej wydać samemu, jak się ma dobry pomysł. Widząc Twoją recenzję i pozostałe, widzę że podjąłem dobrą decyzję.
lubimyczytac.pl/ksiazka/5251383/endostella-nasza-pierwsza-historia#
Znowu intuicja Cię nie myli. Pierwszy tom to był taki trochę "składak" - tak jak żeby uzasadnić moce Anki wystarczyło ją wprowadzić w stan śmierci klinicznej (pisząc trzeci draft stwierdziłem, że gdyby Agryll miał ją przerabiać na cyborga "na żywca", to darłaby się gorzej niż zwierzę w rzeźni - zbyt dużo zmian w układzie nerwowym, kości, mózgu etc. No i jej narządy mogłyby nie wytrzymać tego stresu), tak nie potrafiłem "skleić" wszystkich wątków, które chciałem poruszyć w jedną całość.
No i rozwijajac poprzedni komentarz, Anka nie mogła walczyć jak Goku (Karol, Paweł, pierwsza recenzentka powiedzieli, że to zbyt duży skok jak zwykłą licealistkę, nawet zadziorną, zdolną etc.), chciałem by poczuła wyzwanie. Musiałem też być spójny - Lin i Lan to wojowniczki z sił specjalnych. W pewnym uproszczeniu, coś jak jednostki Grom. Badimo nie mógł przerobić ich na Rodan (ten kosmita, którego Anka zatłukła kamieniem), bo to nie była cecha ich rasy. Mógł jednak zafundować im tryb Nitro z przeładowania energii. A do tego jeszcze inne aspekty - łatwiej się przełamać "w zwarciu" jak dostaniesz w pysk niż walisz kamehameha na odległość etc (no i jak Anka strzela słonkiem, to tkanka endometrium rozszerza się na jajniki, jajowody, macicę i inne narządy). Może walka nie wyszła, ale została przemyślana tak bardzo, na ile byłem w stanie to zrobić.
Tak, Soul Society i Arrancary (tu do pewnego momentu) to peak Bleacha. Tite wtedy doskonale łączył fabułe, char development, świetnie wykorzystywał schematy battle shounenów. Niby bazowa historia, ale w przeciwieństwie do Demon Slayera, dobrze prowadzona.
Co do Majora i Konona, jest tego więcej. Przeczytałem w paru miejscach w necie, że dzieciaki masowo oglądały Szkolną i gadały o niej w szkole i poza nią. Sprawdziłem u siebie w mieście i w internecie, faktycznie tak było.
Jeśli wszystko mi się uda dobrze i nie będę musiał pracować na etacie, to nawet myślę by mieć tempo 1 ksiązka / 7 miesięcy. Dam radę to zrobić - będę kończył jeden tom, zostawię na 2-3 miesięczne leżakowanie, zacznę pisać kolejny. Potem ten "kolejny" poleżakuje, a ja dopracuje poprzedni. Pierwszy tom już trafił do sprzedaży, więc mamy gotową bazę, potem będzie łatwiej.
Dzięki, bardzo chcę ją skończyć :)!
RE: Tomasz Wartnik - Endostella. Nasza pierwsza historia - wrażenia po przeczytaniu książki.