Kiedyś pod moim innym postem
@herosik pisał, że ograniczenia w sprzedaży alkoholu w Szwecji są złe, bo Szwedzi przypływają do Polski, żeby tutaj chlać.
Zacznę od tego dla doprecyzowania. Nie mówiłem o ograniczeniach od godziny X do godziny Y - to popieram w 100%. Mówiłem o ograniczeniu alkoholu na osobę, bo to jest lewacki idiotyzm. Jeden człowiek wypije 0,5 l wódy i po paru godzinach, może na luzie jechać (i nawet w niektórych miejscach na Ziemi, np. w niektórych stanach USA, można tak jechać, o ile spełni się konkretne warunki), inny golnie sobie 2 browary i po 14 godzinach będzie zbyt zmulony (znam takie przypadki, choć to nie zasługa alkoholu per se). Tam jest ilość alkoholu na osobę. Nie muszę mówić, że każdy ma inne limity - Ty i ja różnimy się gabarytowo. Nie wiem, Asia-pl wypije mniej lub więcej od Ewy z Greckiego Bazaru. Na tym polega mój problem.
Ale tutaj przeciwnicy nie mają żadnych kart - dosłownie stawiają źle pojmowaną, zdegenerowaną ideę "wolności" ponad dobrem społeczeństwa. To brak tego zakazu ogranicza ludziom wolność, bo pijacy popełniają ogromną ilość przestępstw i wykroczeń oraz zajmują miejsca na SORach.
+1 Tym bardziej, że nawet jak ktoś jest wysoko funkcjonującym alkusem, to kupi sobie zapas. Ktoś kto takiego zapasu nie robi... Przepraszam, ale muszę to powiedzieć wprost, jest po prostu niemądry, a skoro niemądry, to nie powinien pic. Mam tu na myśli wszystkich tych, którzy idą X km na stację, by przepłacić 2, 3 razy za jedno piwo lub flachę. Ja wiem, że ofiarami są też ludzie, którzy chcą się "dobić" 1 bronkiem, a nie chcą sobie robić zapasów - trudno, nie ma innego rozwiązania tego problemu.
Oczywiście, jak całkowita prohibicja w latach 30. w USA nie zadziałała, to już jest argument, żeby zwalczać każde nawet najmniejsze ograniczenie sprzedaży alkoholu; nikt nie walczy o całkowitą prohibicję, ale chodzi o to, żeby zakrzyczeć tym przekazem ludzi, którzy mało się interesują. Trzeba zrobić przekaz: dziś nocny zakaz, jutro całkowita prohibicja. No, super argument, podam podobny przykład: dziś ograniczenie prędkości w mieście do 50km/h, jutro do 5km/h, pojutrze zakaz aut. Dziś zakaz morderstw, jutro zakaz jedzenia chipsów. Super argument - oczywiście chodzi o to, żeby zdeformowanym przekazem przekonać do siebie nieprzekonanych i mało zainteresowanych.
Zwykłe walenie w wuja. Oni dobrze znają te statystyki, ale też dobrze wiedzą jaka jest skala ludzi zapijających problemy lub nie umiejęcych sobie z nimi poradzić. Hajs i tyle. Jest za dobry hajs na sprzedaży alkoholu w Niemczech. Kilka razy, z różnych źródeł, słyszałem że w Warszawie w ciągu weekendu spala się TONĘ lub DWIE TONY w KAŻDY weekend. Tona zioła, to... No lubię je palić, to tego jest DUUUUUUUUŻO. A alkoholu leje się podobno jeszcze więcej. To gruby biznes.
Meliny, o których mówią, to domena biedaków. Coraz więcej osób jest alkoholikami wysokofunkcjonującymi i jak nie wiesz, na co zwrócić uwagę (ja czy Ataraksja wiemy), to możesz nigdy się nie dowiedzieć, że Twoj sąsiad codziennie wali 250 ml wódy. Jak Amen w pacierzu.
Trzecim argumentem jest to, że sprzedaż alkoholu daje budżetowi wpływy z VAT, i jest to najżałośniejszy z tych trzech argumentów. Bo jak się człowiekowi z tym argumentem zaproponuje: "ok, to podwyższmy akcyzę, to wtedy będą jeszcze większe wpływy do budżetu i będziesz bardziej happy", to wtedy już nagle jest źle, VAT dobry, akcyza zła, co z tego, że za ten sam produkt. Przypominam także, że koszty obsługi wszystkiego złego co czyni alkohol wynoszą w Polsce około 94 miliardy złotych rocznie, i kilkukrotnie przekraczają wpływy z akcyzy i VAT na alkohol.
+1. Sam nie byłem tego świadom, póki mój korektor Karol mi o tym nie powiedział. Tego problemu nie da się rozwiązać, ale można zawsze to ograniczyć. Tak jak mówił Pan w nowym filmiku na Kanale Zero, ten od ratownictwa medycznego. Wystarczy zrobić tylko tyle, by zaoszczędzić dużo kasy na samych SOR-ach. Rozwiązanie jest inne, też je tutaj wymyśliliśmy z Panem, który wrzucał wyniki meczy. Pamietasz go może? Kiedyś poruszył ten temat. Doszliśmy do wniosku, że najlepiej podwyższyć podatki dla takich ludzi, którzy palą, piją etc. Żeby mieć motywację do prawdomówności, powinny być też rzeczy, za które można obniżyć podatki (np sprzątanie śmieci). Da się zrobić dzięki AI, wtedy jeszcze nikt o tym nie myślał, no chyba że hobbyście jak Ty, Maćku.
Często mówi się, że PiSowcy to niewyedukowane, głupie wsiury (cytuję wyborców PO), ale wyborcy PO niczym się od nich nie różnią. Tak jak alkoholicy i ci, którzy alkoholu nie piją, ale bardzo by chcieli i ich to strasznie frustruje (mentalność psa ogrodnika). Mają taki sam gwóźdź w głowie. Co możńa z tym zrobić? Nie wiem. Ja się ograniczyłem do wyśmiewania i wytykania palcami, jak zwierzęta w Zoo. To jest jedyna możliwość ludzi z prostego ludu, jak nie mamy możliwości Stanowskiego.
Ludzie nie raz znacznie inteligentniejsi ode mnie, nie są w stanie współpracować lub przyznać komuś rację, bo "nie i chuj". Tłumaczysz, pokazujesz, niby rozumieją, ostatnia weryfikacja - NIE. I chuj, lecisz od początku. Dlatego ja już nawet nie próbuję tłumaczyć tego i skupiłem się wyłącznie na sobie. A jak nie poruszam tematów politycznych, to w sumie nawet szczęśliwszy jestem, lepsze samopoczucie, więcej czasu :).
Ci co kręcą korbami na górze w głowach ludzi, bardzo dobrze to sobie przemyśleli.
RE: To nie jest kraj dla dobrych ludzi.