Zacznę od tego, że o gustach jak najbardziej się dyskutuje. Inaczej nic nie byłoby lepsze ani gorsze, a tak nie jest :P. Nie czepiam się, to zdanie zawsze mnie triggeruje. Co do najlepszego anime, ja już od dawna nie przejmuję się publicznymi rankingami, bo to nie ma sensu. Ludzie są zbyt emocjonalni i za bardzo biorą rzeczy do siebie, a fani anime są szczególnymi przypadkami w tym aspekcie (potwierdzam po sobie i po rozmowach z innymi "dorosłymi autystykami", że u nich jest tak samo i też to dostrzegają u innych). To taka krzycząca mniejszość, którą łatwo striggerować do takich zachowań, coś jak fanów filmów Zacka Snydera lub hejterów SW od Disneya. :P
Co do cancellingu - dlatego ja niemal każde anime/film/serial oglądam tylko wtedy, gdy się kończy. Chyba, że znam franczyzę lub kompletnie mi na nim nie zależy, wtedy mogę oglądać tydzień po tygodniu. Nie lubię sytuacji, gdy anime lub franczyza, która mi się podoba, zmienia się w gówno lub jej poziom drastycznie spada. Szkoda mi czasu na takie seriale.
Też lubię tak narysowanych bohaterów :D. Młodszy brat jako ten blob z podstawowymi emocjami jest uroczy. Również nie lubię, jak bohaterowie nie zabijają. Czasem rozumiem tę zasadę, ale zbyt wielu twórców jej nadużywa (Batman i Goku najbardziej). Jeżeli jakiś człowiek jest zły, popełnia kilka razy mocne grzechy, to się nie zmieni. Jeśli chodzi o Winry, to nie zauważyłem by tak często jej życie było bezpośrednio zagrożone. Co do żołnierzy, to też nie przykuło mojej uwagi. To że Elrica nie ma zbyt wiele w finale, to nic złego. Autorka musiała jakoś satysfakcjonująco zakończyć wątki wszystkich postaci, a to zajmuje trochę miejsca. Kogo miałeś na myśli poprzez noname'ów? Zwykłych żołnierzy, którzy nie mają nawet imienia? Cóż, nie nazwałbym tego błędem, raczej uproszczeniem stosowanym przez każdego twórcę szonenów. Co innego dawanie postaciom czegoś z dupy, no ale to wkurza już od czasów książek :D.
Z tego co ja pamiętam, to do zwycięstwa i rozwiązania zagadki Ojca Homunculusów przyczyniło się kilkunastu bohaterów. To jest tak jak ze strzeleniem gola, choć na mniejszą skalę - na bramkę pracuje cały zespół, ale po strzeleniu gola 80-90% ludzi ma w dupie tych, którzy walczyli i przejęli piłkę, stworzyli sytuację i dali możliwie jak najlepszą możliwość strzelcowi. Na końcu po prostu dajesz tego najlepszego, bo finalizacja akcji często jest najtrudniejszym etapem. Co do tego, że nie poznaliśmy żadnego nowego alchemika - zgadzam się. O ile w przypadku zwykłych postaci rozumiem, o tyle można byłoby wcisnąć jakiegoś alchemika do centrali.
Co do reszty - pełna zgoda, nie mam co dodać. Arakawa wzięła wiele fajnych motywów z szonenów, przerobiła je na swoją modłę (nadal widać, że pochodzą z bajek jak DB, ale zostały rozwinięte, jakby autorka myślała o dojrzalszych tytułach) i dodała do tego przygodowo-bitewny klimat. Tak, openingi do FMA są świetne, zarówno muzycznie, jak i pod względen scen!
Nie warto myśleć jak Envy, wiem coś o tym. Przez lata popełniałem ten błąd, mimo że słyszałem o jego szkodliwości już jakiś czas. Mi też czegoś brakowało po obejrzeniu FMA i też nie wiedziałem, jak to nazwać. Tutaj to jedna rzecz, w "Naruto", "Bleachu", o DB i DS nie wspominając, jest tego dużo więcej.
RE: Full Metal Alchemist: Brotherhood - wrażenia po skończeniu anime. [without spoilers]