Ponoć w Internecie nic nie ginie. Cóż, moim zdaniem o wiele bliższe prawdy jest stwierdzenie, że w Internecie nic nie jest wieczne. Są giganci, którzy z powodu naruszenia "zasad społeczności" mogą usunąć dowolne konto z dorobkiem kilku lat. Są też niewielkie projekty, które z dnia na dzień mogą uznać, że zmienią zasady gry, bo nie opłaca im się trzymać danych. Tak było choćby z aplikacją VeeR. To w niej stworzyłem swoje pierwsze spacery wirtualne. Między innymi po rzeszowskim Królestwie Bez Kresu. Teoretycznie wciąż gdzieś to tam jest. Problem w tym, że za Chiny (nomen omen) Ludowe nie da się tego obejrzeć. Trzeba się zalogować a opcja logowania przez FB, z której korzystałem zniknęła. Do tego cała strona jest wyłącznie w języku chińskim...
Zresztą takie podejście do użytkownika reprezentuje też Google, które jakiś czas temu zdecydowało, że końcem czerwca 2021 roku zlikwiduje swoją usługę pod nazwą Ekspedycje. Skorzystałem z niej raz tworząc prezentację The First Transport to the Hell poświęconą pierwszemu transportowi do KL Auschwitz. Jeszcze można ją zobaczyć. Na dniach będę musiał ją jakoś zarchiwizować, bo bezpowrotnie przepadnie.
Ta swoista niestabilność jest jedną z najbardziej irytujących rzeczy dotyczących VR-u. Przynajmniej z perspektywy kogoś, kto chce coś tworzyć wykorzystując tę technologię. Oczywiście powstają nowe projekty. Te jednak często zmieniają warunki. Nikomu zresztą nie można wierzyć na słowo. VeeR też zapewniał, że ich usługa będzie darmowa i dostępna dla wszystkich.
Ja nadzieję wciąż pokładam w . Końcem marca pisałem o problemach ze stroną. Na szczęście wróciła i liczę na jej dalszy rozwój (a zwłaszcza na odpalenie w końcu opcji tworzenia spacerów wirtualnych).