Swoją przygodę z ceramiką rozpocząłem w 1999 roku. Byłem w wtedy w pierwszej klasie liceum. Pamiętam jak na jednej lekcji przyszła starsza pani i zabrała nas do podziemi, gdzie znajdowała się pracownia ceramiczna. Pomyślałem: why not? Kilka dni później poszedłem na zajęcia i ulepiłem hobbita. Ta pierwsza praca wciąż chyba gdzieś jest w moim rodzinnym domu. W 2003 roku skończyłem szkołę średnią, ale do pracowni ceramicznej wciąż zaglądałem. Miałem nawet swój klucz, wszystko za sprawą sporych zakupów gliny, które zrobiłem w ramach swojego pierwszego w życiu grantu. Potem jednak (w 2006) wyjechałem na Łotwę, po powrocie przeprowadziłem się do Tarnowa i ceramika poszła w odstawkę. Choć nie do końca, bo zachowało się całkiem sporo rzeźb z sygnaturą 1609, czyli z 2009 roku, bo wszystkie prace antydatowałem o 400 lat. W 2011 roku opuściłem jednak Tarnów (po raz pierwszy) i od tamtego czasu przez 10 lat miałem przestój. Głównie za sprawą braku dostępu do pieca. No bo po co lepić skoro nie ma tego gdzie wypalić? W Rzeszowie była z tym bieda. Dopiero przeprowadzka do Krakowa otworzyła nowe możliwości. Poszukałem i okazało się, że całkiem niedaleko jest pracownia, gdzie można wypalić swoje prace. W kwietniu 2021 roku kupiłem glinę i wróciłem do lepienia. Trzeba było jednak roku i kilku warsztatów ceramicznych, abym zmobilizował się i zaniósł rzeczy do wypału. Na początek kubek Hive'owy i kilka tabliczek, z których może zrobię NFT. Kolejne prace zaniosłem dzisiaj (w tym armię i flotyllę).