Na kulturalnej mapie Polski Kraków bez wątpienia jest jednym z najsilniejszych ośrodków. Konkurencja jest spora, ludzie mają w czym wybierać, do tego trudno przebić się z informacją. Nic dziwnego, że trzeba było kilku lat zanim Królestwo Bez Kresu zaczęło jakoś sobie radzić. Co jakiś czas zresztą trafiam na inicjatywy przypominające to co robimy. Ot, wczoraj na przykład wyświetliło mi się wydarzenie Polish Language Cafe organizowane przez Centrum Wielokulturowe. Z kolei kilka dni temu Facebook zaproponował obserwowanie Pracowni Młodych. To takie przestrzenie, które mocno przypominają KBK. Otwarte od poniedziałku do piątku oraz w dwie soboty miesiąca. Można tam przyjść spędzić czas lub wziąć udział w różnych wydarzeniach.
Ośrodki te nie działają jednak samodzielnie. Są finansowane przez miasto. Pojawia się więc pytanie, czy dla KBK jest miejsce w Krakowie i czy w ogóle jest sens tworzyć coś takiego całkowicie oddolnie, bez finansowania z pieniędzy publicznych. No bo po co ludzie mieliby wspierać niezależne ośrodki kultury, skoro mają za darmo te stworzone przez miasto?
No cóż, nie jest to takie proste...
Czy jest zatem miejsce dla KBK w Krakowie? Myślę, że zdecydowanie tak. Miejskie ośrodki kultury mają stabilne finansowanie (o którym my możemy pomarzyć), ale z drugiej strony mają różne ograniczenia. Tymczasem siłą Królestwa jest różnorodność tematów, aktywności i ludzi, którzy je odwiedzają. Do tego dochodzi wsparcie Hive, które w ostatnim roku zdziałało cuda. A to (moim zdaniem) dopiero początek.
Na marginesie, niespełna miesiąc temu trafiłem na taki artykuł:
No cóż, ludzie w tych krakowskich urzędach to jakby z innej planety byli. "Pierwszy w Krakowie społeczny dom kultury". PIERWSZY. Od śmiechu aż rozbolał mnie brzuch...