Stała wpatrzona w ścianę wody,
co z góry wysokiej spadała.
Jak w odbiciu lustrzanym
swe płynące życie ujrzała.
Parasol nad głową trzymała,
wdzięczna za to że go miała.
Krople łączyły się to rozmywały,
podziwiała jak dużo pokonała.
I taki spokój w sobie miała,
gdy odbijały się ku górze,
melodią prostą w swej naturze.
Światło przecinało powietrze
a ona czuła się bezpiecznie.
Tylko parasol nad głową miała
i mimo tego nie przemakała.
A może stała na chmurze?