Nie ująłem tego tutaj dość wyraźnie, ale miałem na myśli pewną grupę procedur i zabiegów ukierunkowanych na ciało. Chociaż wniosłaś ciekawy wątek. Nie wiem czy cokolwiek w ogóle jest na stałe ;) Bo już może wydawać się, że jest na stałe, a tu hyc, żyćko przynosi jakąś niespodziankę i nagle jest zupełnie inaczej.
Tak ogólnie to pewnie bardzo trudne zadanie, jeśli rzeczywiście w ogóle możliwe. Jest taka książka, której jeszcze nie przeczytałem, ale cierpliwie czeka na półce, pt. Zaprzeczenie Śmierci autorstwa Ernesta Beckera i według niego strach przed śmiercią jest główną siłą napędową ludzkiej cywilizacji. No, ale czy jakość paliwa nie wpłynie na jakość uzyskiwanych efektów? Potem się dziwić, że ludzkość dąży do samozagłady... Zainteresowałem się po przesłuchaniu jakiegoś wywiadu z Sheldonem Salomonem, który natomiast wymyślił taką koncepcję:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_opanowania_trwogi
A przecież można chyba doświadczać strachu i smutku związanych z przemijaniem bez walki z tymi emocjami, które przecież zawsze przemijają. Tak powiedzieliby pewnie buddyści. I to jest przecież zdrowy, normalny element egzystencji z datą końcową. To chyba kwestia świadomości i wypracowania pewnej umiejętności. Chociaż biorąc pod uwagę rozmiar i złożoność struktur opisanych przez wyżej przytoczonych naukowców to pewnie praca na lata. A więc może wystarczy sobie powiedzieć YOLO i odpuścić cały ten bagaż przeżywania? Wydaje mi się to jakoś tylko odrobinę mniej toksyczne niż zaprzeczanie śmierci. Gdzie jest droga środka?
RE: Na zachód / To the west [POL/ENG]