Wskażmy palcem - Carl von Linné. Jak dla mnie jego największym grzechem jest osobliwe zamiłowanie do vulgaris i communis. Gdzie tu fantazja, gdzie zauważenie cechy ważnej, pięknej, wyróżniającej? Przecież nawet jeżeli gatunek można napotkać często, może nawet "jaki jest każdy widzi", to przecież jest tyle lepszych przymiotników - miły, wesoły, łagodny, żwawy.
Można też inaczej - nazwać gatunek na cześć. I tu mam zawahanie. Z jednej strony to odebranie odkrytemu pewnego rysu indywidualności (bo do licha na pewno ma jakąś miłą cechę godna podkreślenia w nazwie), z drugiej mamy dzięki temu takie nazwy jak Agathidium vaderi, cały rodzaj Bobmarleya czy Dendryphantes rafalskii. 😉
RE: Turkusowe jajeczka