Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Padłam wczoraj trupem. Z mniejszymi i większymi trudnościami spałam do rana, ale rano to byłam totalnie nieprzytomna. Ciężko było mi się podnieść z łóżka. Do tego po przebudzeniu doparła mnie totalna niechęć do życia, ale taka przeszywająca do szpiku kości. Nie chcę wstawać, jeść, pić, żyć.
Pojechałam na wizytę u psychiatry i się po mnie strasznie przejechała. Według niej, bo ja tego poglądu nie podzielam ostatnie popicie leków wódką tylko cudem nie skończyło się zapaścią lub śmiercią i dała mi naprawdę popalić. Dodatkowo okazało się, że brałam leki inaczej niż ona mi je rozpisała, bo ja sobie nigdy tego nie zapisuję i biorę jak zapamiętam. I tym razem zapamiętałam źle co ma być przyczyną tego jak źle się ostatnio czuję. Tym razem byłam na tyle uprzejma, że wszystko spisałam i no co.. Zaczynamy od nowa.
Pojechałam na terapię i było mega ciężko. Coś we mnie pękło i całą terapię płakałam. Puściły wszystkie emocje, które od kilku tygodni próbuję trzymać na wodzy, bo nie chcę nimi obarczać moich bliskich. Nawet do myśli samobójczych się przyznałam i do powiedzmy najdelikatniej mocno niefrasobliwego podejścia do mojego życia i bezpieczeństwa w ostatnim czasie. Niemniej jednak psycholog stwierdziła, że widzi progres i wcale nie jestem tak złym człowiekiem jak myślę, że jestem. Zobaczymy co będzie dalej..
Zrobiłam zakupy i poleciałam do babci i dziadka no i co.. Ciężko jest. Jestem psychicznie wykończona tą sytuacją. Kompletnie sobie z tym nie radzę. Staram się, uśmiecham się, pajacuję, ale prawda jest taka, że jestem rozjebana całkowicie.
Reszta dnia to już takie pierdoły. Poza rozmową z przyjaciółką, bo to nigdy nie jest dla mnie pierdoła. Ale jak mam być szczera to nie mam już siły dźwigać życia. Najchętniej bym się z niego wylogowała..
Do jutra.