Książki jeszcze nie miałem okazji przeczytać, ale oglądałem film o Snowdenie (scenariusz chyba miał jego autoryzację) i trochę czytałem o jego motywacjach ale niestety z drugiej ręki.
Ale m.in. z tego co napisałeś tutaj:
Z resztą nie poczuwa się do winy, że ujawnił jakiekolwiek informacje, używa dość dziwnej formy, że przekazał informacje dziennikarzom, "liczba dokumentów, które ujawniłem bezpośrednio opinii publicznej, jest zerowa", a to oni je ujawnili. Jest to dość karkołomna próba oczyszczenia się z zarzutu zdrady państwa.
wynika nieco inny obraz. Ciekaw jestem czy to Twój subiektywny odbiór (i zrozum proszę, że nie próbuję tutaj atakować ani rzucać zarzutami tylko staram się zrozumieć) czy też zmiana frontu ze strony samego Snowdena. Bo tak jak przedstawiano to do tej pory, to przekazał te informacje dziennikarzom, bo chciał by te informacje zostały ujawnione w sposób odpowiedzialny. To znaczy, by ujawnić patologie w działaniach służb, łamanie prawa w tym i praw obywatelskich i jednocześnie w miarę możliwości wyrządzić jak najmniejsze szkody dla kraju i dla ludzi, którzy za niego walczą. Oczywiście zapewne szkód się uniknąć nie da, ale nic tak jak ujawnienie tych dokumentów nie zrobiło tak wiele dla uświadomienia przynajmniej części ludkości o zagrożeniech dla prywatności jakie może nieść ze sobą internet.
Niektórzy mogą uznać za zdradę, że wyjawia tajemnice państwowe, ale to nie jest takie czarno-białe. Czy gdyby kilkadziesiąt lat temu jakiś pracownik kancelarii Hitlera ujawnił światu plany dotyczące rozstrzygnięcia kwestii żydowskiej przed ich wprowadzeniem w życie - to czy można by go było jednoznacznie potępić? Według prawa byłby zdrajcą swojego kraju ale dla mnie byłby bohaterem - tym bardziej, że wiedziałby, że swym czynem skazał się na śmierć. Snowden wierzy, że jego rząd zdradza swoich obywateli (i trochę trudno się z tym nie zgodzić) i to stawia sprawę w zupełnie innym świetle.
Niektórzy mogą uznać za tchórzostwo albo pozorną chęć wymigania się od odpowiedzialności to, że sam tych dokumentów nie ujawnił tylko przekazał je dziennikarzom. Ja jako informatyk mogę tylko napisać, że sam bym zrobił tak samo. Nie chciałbym wziąć odpowiedzialności za to, które dokumenty należy i można ujawnić i które ich fragmenty trzeba ocenzurować - przede wszystkim dlatego, że nie mam odpowiednich kompetencji. Rozumiałbym szczegóły techniczne i wyniki działań systemów i procedur NSA, ale nie miałbym odpowiedniej perspektywy by prawidłowo oszacować wszystkie implikacje publikacji poszczególnych informacji. Myślę, że dziennikarze zajmujący się zawodowo opisywaniem i opiniowaniem działań administracji rządowej wraz ze swoimi zespołami analitycznymi oraz ze wsparciem prawników są do tego znacznie lepiej predysponowani.
Oczywiście sam mam wątpliwości co do działań i motywacji tego człowieka. Nawet za najbardziej idealistycznymi ludźmi czy czynami mogą się kryć cyniczne działania obcych wywiadów. Nie można wykluczyć, że Snowden, nawet nieświadomie, mógł być częścią czyjejś gry wywiadowczej i propagandowej.
RE: Ostatnio przeczytałem #51 - "Pamięć nieulotna" - Edward Snowden