Krótka historia o ostracyzmie

1*zZ_Zi1JKGJBGeJAXOmHkDA.jpeg

Warto wracać do historii Grecji, chociażby dlatego że już mało kto to robi. Jednym z ostatnich, który na serio z niej czerpał był oczywiście Zbigniew Herbert. Skąd się wziął ostracyzm? Pewnie zawsze istniał, ale w pewnym momencie stał się prawem. Dowolna osoba mogła zostać skazana na wygnanie na 10 lat bez dowodzenia jakiejkolwiek winy. O tym jak skazano przez ostracyzm Arystydesa mamy dokładne wiadomości. Temistokles i Arystydes kochali tego samego chłopca Stesilausa z Ceos. Poza tym byli rywalami politycznymi. Temistokles podburzył Ateńczyków z niższych stanów do głosowania przeciwko Arystydesowi. Jeden z nich poprosił Arystydesa o napisanie jego nazwiska na ostrakonie czyli kawałku skorupy naczynia, jakich używano podczas głosowania. Arystydes zapytał go czy zna człowieka, którego ma skazać, na co tamten odpowiedział, że nie. Arystydes jednak napisał swoje nazwisko, samemu przyczyniając się do swego wygnania. Można powiedzieć, że dość typowa postawa w obliczu masowej kampanii oczerniającej.

Fast forward do czasów dzisiejszych. Ostracyzm stał się jednym z wielu narzędzi używanych przez polityków i jak wiele innych jest coraz bardziej udoskonalany i rozwijany, z nadzieją na osiągnięcie pełnej skuteczności. Ideałem byłoby takie wychowanie mas, żeby na jeden sygnał, nie zadając zbędnych pytań, rzucały się na ofiarę i wgniatały ją ziemię, skazując na wieczny niebyt. Sygnały trzeba powtarzać wielokrotnie aby zostały skutecznie przyswojone. Jak trafnie ujął to kiedyś nieznany autor napisu na murze przy schodach na Plac Zamkowy w Warszawie „Michnik zabija powtarzaniem”. W czasach PRL-u takim sygnałem było słowo „nacjonalista”. Ten sygnał został wpojony na tyle skutecznie, że przetrwał do dziś (oczywiście także z PRL-u pochodzi „faszysta”). Wystarczy nazwać kogoś „nacjonalistą”, żeby skutecznie obniżyć jego wiarygodność i zdolność działania w polityce, czy tak naprawdę w każdej dziedzinie życia społecznego. Teraz doszedł do tego „pisowiec”. „Pisowiec” nie tylko jest obiektem powszechnego ostracyzmu ale kontakt z nim może być bardzo groźny dla niezbyt ostrożnej osoby, która nie zauważy „pisowca” w najbliższym otoczeniu. Ostatnio skuteczne dotąd metody wprowadzania ostracyzmu przestają jednak działać, co pokazują zdarzenia jakie miały miejsce w trakcie i po urodzinach redaktora Mazurka. Czyżbyśmy, wbrew niewątpliwemu zapotrzebowaniu politycznemu, byli świadkami słabnięcia ostracyzmu? Może to skutek braku spójności narracji bo to te środowiska które najczęściej mówią o „wykluczeniach” najchętniej po niego sięgają.

H2
H3
H4
3 columns
2 columns
1 column
Join the conversion now