podróże GuaGua Las Terrenas - Sanchez - Samana (Dominikana z plecakiem #12)

Read this post on TravelFeed.io for the best experience


Aby z Las Terrenas nie wracać tą samą drogą decydujemy się jechać do Sanchez. Guagua odjeżdżają z drugiego końca miasteczka na wzgórzu, więc robimy sobie ok.20min. spacer główną arterią miejscowości. W busie rozmawiamy z Francuzem, który przedstawia nam swoją córkę. Mówi, że jest ona urodzona tutaj, że jest Dominikanką, natomiast zupełnie po niej tego nie widać. Nie jest nawet mulata, jest zupełnie biała. Opowiada nam też historie związane z podróżowaniem lokalnym transportem, opowiada, jak to w guagua mieści się dwa razy więcej osób niż jest siedzeń itp. Dla nas to dopiero początki podróżowania po tym kraju, więc niektórych rzeczy jeszcze nie zdążyliśmy przeżyć na własnej skórze.

Widoki rozpościerające się z drogi prowadzącej do Sanchez zapierają dech w piesiach. Nasze guagua ostrymi serpentynami zdobywa wysokość. Za nami roztacza się widok na pozostawiony w dole Ocean a po bokach widoki na egzotyczny, górski las. Po osiągnięciu najwyższego punktu przed nami pojawia się widok na Zatokę Samana i okolice. Teraz obniżamy się mijając kolejne wioski w drodze do Sanchez.

W samym Sanchez nie ma nic specjalnie ciekawego, więc chcemy od razu jechać do Samany. Kierowca mówi, że powinniśmy wysiąść nieco wcześniej, tam jest przystanek busów do Samany, jednak jako, że rozwiózł już wszystkich innych pasażerów postanawia podwieźć nas na miejsce, o którym mówił. Tam zatrzymuje jakieś inne guagua, coś rozmawia z jego kierowcą po czym mówi do nas, żebyśmy wsiadali do tamtego, że ono zawiezie nas do Samany. Kierowca drugiego busa coś nam tłumaczy, ale nie bardzo jesteśmy w stanie zrozumieć co chce nam powiedzieć. W każdym razie upewniamy się, czy na pewno jedzie do Samany i czekamy na rozwój wydarzeń. Po pewnym czasie zatrzymuje się, i mówi, że musimy się przesiąść do następnego busa, który właśnie zatrzymał się za nami. Ale przecież zapłaciliśmy już w tym busie. Czy będziemy musieli płacić podwójnie? Niestety nasza znajomość hiszpańskiego nie pozwala na zorientowanie się w sytuacji. Przesiadamy się zastanawiając się o co w tym wszystkim chodzi. Do dnia dzisiejszego nie wiem, ale pocieszające jest przynajmniej to, że to kolejne guagua dowiozło nas już do samej Samany i nie wzięło od nas ani grosza. W ten sposób docieramy do dobrze znanej nam Samany i naszego hoteliku.


*Wszystkie zdjęcia własnego autorstwa


View this post on TravelFeed for the best experience.
2 Comments