Behind Her Eyes, bezspoilerowa recenzja

behind her eyes POL.jpg

Kolejny serial Netflixa, ale tym razem zauważalnie lepszy od "Firefly Lane". Podobnie jak w/w, jest to również adaptacja książki. Tym razem jest to thriller erotyczny autorstwa Sary Pinborough, który jest podobny pod pewnymi względami do "Gone Girl". "Behind Her Eyes" zostało mi polecone jakiś czas temu przez moją koleżankę Paulinę. Po wstępnym zapoznaniu się z fabułą, stwierdziłem że obejrzę go wraz ze swoją dziewczyną. Spodobał się nam, bez problemu mogę go również polecić, aczkolwiek widziałem lepsze seriale od Netflixa.

d0.jpg

Fabuła opowiada o relacji trójki bohaterów - Davida, jego żony Adele i Louise. Doktor David jest dobrze rokującym psychiatrą, który dostał pracę w prestiżowym gabinecie psychiatrycznym doktora Sharma. Dzień przed rozpoczęciem nowego etapu w swojej karierze, spotyka się z Louise, z którą szybko łapie pewną nić porozumienia. Następnego dnia okazuje się, że kobieta pracuje jako jego sekretarka, przez co przypadkowo nawiązana relacja zostanie rozwinięta do poziomu romansu. W niedalekiej przyszłości okaże się być utrapieniem dla obu stron. W przypadku Davida jest to oczywiste, mężczyzna jest żonaty i to z wyjątkowo problematyczną kobietą, cierpiącą na różne problemy natury psychicznej. Louise z kolei, jest rozwiedzioną kobietą, na codzień wychowującą syna, która próbuje sobie poradzić z własnymi problemami. Te pogłębiają się wraz z rozwijającym się romansem oraz coraz bliższych kontaktach z nieświadomą niczego Adele. Dodatkowo, jak to zazwyczaj bywa w przypadku ludzi, mimo że wielu z nas od początku dostrzega konsekwencje, że tak powiem, kontrowersyjnych wyborów, to często nas do nich ciągnie, jak owada do lampy, która go zabije. My z racji posiadania rozumu i umiejętności myślenia, próbujemy sobie dopisywać do tego jakieś uzasadnienie, ale koniec końców również źle na tym wychodzimy. Louise początkowo chciała być uczciwa wobec siebie oraz Adele, ale jej kobiece potrzeby oraz fakt, że ciągle tak postępuje (tj. postępuje uczciwie, dostrzegając że ci którzy kierują się egoizmem, mają dobrą zabawę), wygrywają walkę z rozumem. W tym momencie stawiam kropkę, bo jakiekolwiek spoilery są równie szkodliwe, co w przypadku "Gone Girl". Lepiej jest odkrywać tę intrygę samemu.

d1.jpg

Serial początkowo rozwija się w dość leniwy sposób. Twórcy w niespieszny sposób eksponują charaktery postaci, prezentując ich zachowania oraz osobowości w dość długich, czasem zbyt nużących sekwencjach. Dostajemy zbyt dużo ekspozycji, a niektóre informacje są kilkukrotnie powtarzane byśmy przypadkowo o nich nie zapomnieli. Jest to męczące, bo wiele z tych rzeczy dostrzegliśmy już na początku. David i Adele są bardzo zamożni względem Louise. Adele ma liczne problemy, wraz ze swoim mężem skrywają sekret lub sekrety, o których woleliby nie wspominać. Louise ma problem, jak wiele samotnych matek - brakuje jej męskiej pomocy w codziennych sprawach, oparcia, czułości i bliskości płci przeciwnej. Wyraźnie miota się od ściany do ściany, z jednej strony pragnąć stabilizacji, a z drugiej, młodzieńczego, intensywnego romansu i zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych. Nie są to rzadko spotykane problemy, podejrzewam że wielu z Was albo zetknęło się z tym bezpośrednio albo znacie kogoś mającego podobne trudności. Stąd dziwi mnie fakt, że twórcy poświęcili na to tyle czasu. Zrozumiałbym to w sytuacji, gdyby bohaterowie byli wyjątkowo skomplikowani, tudzież niejednoznaczni w swoich działaniach. W takiej sytuacji byłoby to uzasadnione, bo o ile wielu kreacjom nie trzeba poświęcać zbyt dużo czasu, o tyle niektóre persony mają dość bogatą osobowość. Względnie taką, która żyje w niepoukładany sposób, a ich zachowania są wzajemnie wykluczające się. Na szczęście przeszkadza to głównie na początku serialu, bo potem jest zauważalnie lepiej (aczkolwiek też zdarzają się niepotrzebne lub nadmiernie wydłużone sceny, jak retrospekcje Adele z czasów, gdy mieszkała w ośrodku oddzielonym od ludzi).

d3.jpg

Jeśli chodzi o postacie, to "Behind Her Eyes" należy do tej kategorii, w której nie lubimy żadnego z ważnych bohaterów. Postacie poboczne wzbudziły moją sympatię. Może nie za całokształt, ale były sympatyczne, a nawet bardzo w zestawieniu z tą trójką. Były mąż Louise, jej przyjaciółka, jej koleżanka z pracy, nawet dr Sharm też zrobił całkiem miłe wrażenie, mimo że nieczęsto gościł na ekranie. Trójka głównych bohaterów, mimo kilku uzasadnień tłumaczących ich zachowania oraz paru pozytywnych cech, przejawia głównie te negatywne. Nie są to źli ludzie (poza jednym wyjątkiem, ale szczegółowe mówienie o nim to potężny spoiler). Są po prostu ludzko szarzy pod względem moralności. Tak naprawdę na świecie mało jest ludzi, którym moglibyśmy przypisać dominujące dobre lub złe cechy. Do tego trzeba być szczególnym typem człowieka lub doświadczyć wielu, mocnych doświadczeń (radosnych lub smutnych, w zależności od tego, czy jest to dobry/zły człowiek). Większość z nas jest tak naprawdę szara - popełniamy błędy, ale staramy się je naprawić. Kieruje nami czasem cynizm, czasem altruizm, czasem kłamiemy, czasem mówimy prawdę, można tak wymieniać. Nie przeszkadza mi taka narracja, wręcz darzę sympatią. Nie jestem co prawda jej fanem, bo traktuję przejawy kultury i sztuki, tj. seriale, książki, gry etc. jako odskocznię od świata realnego, ale czasem lubię obejrzeć coś, co odbrązawia ludzi. Ani ich ani nie idealizuje ani nie demonizuje. Dlatego tak lubię "Wiedźmina" za to, że Sapkowski bardzo konsekwentnie i dobitnie pokazuje obie strony medalu w różnych aspektach dotyczących życia, zaś "Dark" za to, co już napisałem przed poprzednim zdaniem, jak to mówił Adam - "Każdy z nas jest trochę winny i nie ma ludzi bez winy.". Adele, David i Louise, każda postać odpierdala przynajmniej raz sytuację, po której zasłużyła sobie na mocne uderzenie z otwartej dłoni na otrzeźwienie. Większość z nas albo zrobiła podobny błąd, albo widziała to na własne oczy. Być może polubiłbym ich jako realnych ludzi, gdybym dłużej i lepiej ich znał, miał pełniejszy wgląd w ich osobowość i zachowania. Jednakże nie byłem w stanie ich polubić jako bohaterów, mimo że grali całkiem dobrze oraz w przekonywujący sposób. Za słabo ich znałem, a efekty ich działań były zbyt wkurzające.

d4.jpg

Ciekawym featurem, jest poruszenie tematu świadomego śnienia (lucid dream) oraz efektu OOBE (Out of body experience). Sprawdzałem to na sobie wielokrotnie, to działa i jest to możliwe do wykonania. Niektórzy mówią, że wszyscy mogą to osiągnąć, ale spotkałem się z kilkoma ludźmi, którzy rzekomo próbowali kilka miesięcy (w co jestem skłonny uwierzyć, brzmieli dość przekonywująco), ale finalnie im nie wyszło. Na pewno łatwiej mają ludzie, którzy doświadczyli paraliżu sennego. Przynajmniej tak czytałem, zanim się tego nauczyłem. Jeśli wówczas opanuje się ten stan, to można przejść do etapu świadomego śnienia. U mnie to wyglądało tak, jakbym przenosił się wewnątrz siebie, trudno to oddać słowami. Miałem uczucie, jakby to był swoisty ekran "loadingu" starej gry na konsole. Miałem taki sen wielokrotnie, trwał on 10-20 minut, a ja mogłem dowolnie kreować rzeczywistość. Niestety, nie da się tego przeciągać zbyt długo i zbyt mocny impuls powoduje, że się natychmiast budzimy. Mój 1 świadomy sen, to było wyobrażenie sobie, że jestem kimś w rodzaju Supermana i spadam na Ziemię z jakimiś kawałkami meteorytów. Czułem chłód kosmosu, ciepło jak przelatywałem przez kolejne warstwy atmosfery, a następnie wiatr na swoim ciele. W pewnym momencie przypomniałem sobie, że jestem zbyt blisko ziemi, a nie wiem jak wyhamować. Niestety było zbyt blisko, przywaliłem o glebę i się obudziłem. Jeśli chodzi o OOBE, to miałem takie doświadczenie kilka razy, ale w przeciwieństwie do LD, tylko raz udało mi się go doświadczyć w intensywny sposób. Zazwyczaj to były tylko krótkie, maksymalnie minutowe przypadki. To prawda, człowiek wtedy dokładnie widzi otoczenie, które dobrze zna (siebie trochę gorzej, bo z oczywistych względów, rzadko widzimy jak aktualnie wyglądamy), może je w dowolny sposób obserwować, ale nie może w nie bezpośrednio ingerować. Zaskakujące jest to, jak wiele detali zapamiętuje nasz mózg, nie tylko jeśli chodzi o przedmioty, ale i ludzi ich zachowania.

d5.jpg

W serialu widzimy oba te zjawiska, aczkolwiek efekt OOBE jest fałszywy. Tzn. do pewnego momentu wszystko jest ok. Żeby nie zaspoilerować (swoją drogą, całkiem pomysłowej intrygi, świetny pomysł, aczkolwiek nieco gorzej z realizacją), to ograniczę ten akapit do minimum, pisząc przy tym dostatecznie oględnie. Można wyjść nawet poza swój dom (choć wymaga to dodatkowego treningu, wszakże mniej przebywamy na podwórku, zwłaszcza w dzisiejszych czasach), ale nie ma opcji interakcji z innymi ludźmi. Tzn. inaczej, możemy się z nimi kontaktować, ale będzie to jedynie wytwór naszej wyobraźni na bazie tego, jakie informacje posiada nasz mózg. Nie jest możliwe skontaktowanie się z "duszami" pozostałych ludzi, czy jakiekolwiek inne czynności wychodzące poza nasze ciało. Serial pod tym względem trochę ucieka w fantastykę, ale jeśli mam być szczery, to podobało mi się to. Co prawda takie rozwiązanie było "odrobinę" zaskakujące, ale ja jestem otwarty na paranormalne elementy w dziełach kultury, więc mi to nie przeszkadzało.

d2.jpg

Reasumując, serial mi się ogólnie podobał i spokojnie mogę go ocenić na 7/10, może nawet 7.5/10. Inwestycja czasowa nie jest zbyt duża, jest to ciekawa opowieść w nie najgorszej formie z nie głupim morałem. Ma parę wad, ale lubię tematyki, które porusza i uważam, że przedstawił je całkiem nieźle. Nie jest to poziom "House of Cards" lub "Dark", ale też zauważalnie odstaje od Netflixowej przeciętności. W przeciwieństwie do średniaków, można coś z niego wyciągnąć z tej rozrywki, nie jest zwykłym zapychaczem czasu. Można go oglądać zarówno osobno, jak i z naszą drugą połówką. Sceny seksu nie wyglądają tak, jakby zostały dodane na siłę, tak jak to czasem bywa w serialach Netflixa. Mogę wręcz powiedzieć, że zostały nakręcone całkiem dobrze, czyli nie przypominało to porno, a przyjemny dla oka erotyk. Generalnie umiarkowanie polecam ten serial.

Join the conversion now